Czy to nadal jest joga? Czy marketing ponad wszystko

Czy to nadal jest joga? Czy marketing ponad wszystko

Pieski, piwo, kozy, techno, czy najnowszy trend maty na podczerwień. Czy to nadal joga?

Propozycja zajeć nazywanych jogą jest bardzo szeroka. Od lat proponowane nam są zajęcia jogi z piwem, czy winem. Tłumy przyciąga techno joga. Dla miłośników zwierzątek jest też joga z kozami czy „puppy yoga” (joga ze szczeniaczkami). Internet podbijają teraz praktyka na matach świecących podczerwienią.

Zatrzymajmy się i zadajmy jedno, bardzo ważne pytanie: czy każde ćwiczenie, w którym zrobimy „Psa z głową w dół”, możemy nazwać jogą?

Odpowiedź brzmi: NIE.

Klasyczne definicje jogi, a jest ich sporo w starożytnych dziełach) mówią m.in. o:

👉🏼Zatrzymaniu poruszeń umysłu i równowadze

👉🏼wycofaniu zmysłów z zewnątrz i głębokie

👉🏼koncentracji na wnętrzu

👉🏼zjednoczenie ciała, ducha i umysłu

👉🏼stałość emocjonalna

👉🏼działanie bez przywiązania do rezultatu

Jak to się ma do współczesnych trendów?

Puppy Yoga : Szczeniaczki są absolutnie urocze i nikt temu nie przeczy. Ale spójrzmy prawdzie w oczy – w takich warunkach nie ma mowy o żadnym skupieniu na sobie, swoim wnętrzu czy oddechu. Cała nasza uwaga jest (i trudno się dziwić!) skierowana na zewnątrz, na biegające zwierzaki. Pomijając już bardzo dyskusyjne kwestie higieniczne na sali oraz sam dobrostan zwierząt – to nie jest praktyka. To po prostu spędzanie czasu ze zwierzętami w pozycjach przypominających asany.

Beer/wine Yoga : Można używać alkoholu lub nie. Można twierdzić, że jest trucizną. Można twierdzić równie dobrze, że daje radość czy pozwala się odstresować. Nie o zniechecaniu czy zachecaniu do używek tutaj rozpawiamy.

Jednak używanie go w trakcie praktyki jogi jest wręcz gwałtem na tym, co leży u podstaw jogi, czyli głębokiego samopoznania.

Z prostej przyczyny – po alkoholu nie jesteśmy sobą. Niektórzy jogini przed praktyką nie piją nawet kawy, bo w pewnym stopniu też wpływa na umysł.

Red Light Yoga: Innowacja, która wygląda kosmicznie i z pewnością ma swoje benefity dla ciała, kto nie lubi wygrzać mięśni, czy nie chce wyglądać młodziej? Obojętnie jaki jest tego cel, same w sobie takie ćwiczenia mogą być bardzo atrakcyjne i przyjemne fizycznie. Na pewno z zewnatrz wygladają ciekawie. Ale znowu uwaga zostaje przeniesiona w 100% na cielesność, zewnętrzny bodziec i gadżety. Gubimy ten kluczowy, wewnętrzny, duchowy i mentalny aspekt praktyki na rzecz „efektu wow” i odczuć płynących ze skóry.

Zabawa jest ok!

Radość z aktywności fizycznej jest czymś bardzo potrzebnym i właściwym. Każde z tych ćwiczeń, czy to ze zwierzętami, czy też gadżetami, są ciekawą propozycją spędzenia czasu.

Ale to co powinno tu wybrzmieć: TE AKTYWNOŚCI NIE SĄ JOGĄ.

Nazywajmy rzeczy po imieniu – to jest fitness inspirowany asanami, a nie joga.

Samo ułożenie ciała nie definiuje jogi. Stan umysłu już tak.

Nazywanie tego rodzaju aktywności “jogą” jest manipulacjom, a można się nawet pokusić o stwierdzenie, że jest oszukiwaniem uczestników.

Z pewnością jest jakimś skutecznym chwytem matketingowym.

Mówiąc “joga”, mamy w umyśle jakieś efekty, które wyryły się już w masowej świadomości.

Wiemy z badań, że joga redukuje stres, poprawia kondycje fizyczną i psychiczną, stan zdrowia oraz jest narzędziem samopoznania.

Nazywając zajęcia “joga” dajemy pewnego rodzaju sugestię, że takie efekty można osiągnąć. Jednak po tego typu zajęciach nie zadzieje się nic, co rzeczywiście daje joga.

Warto sobie zadać pytanie, czy zmieniając słowo “joga” na “ćwiczenia” kogokolwiek taka oferta by zainteresowała?

👉🏼beer exercise

👉🏼red light exercise

👉🏼puppy exercise

👉🏼naked exercise 🫣

Brzmi strasznie lamersko prawda?

Co w tym złego? Absolutnie nic. Zabawa z pieskami to świetny poprawiacz nastroju, a ćwiczenia na świecącej macie cos na pewno robią.

Jednak warto zadać sobie pytanie dlaczego koniecznie ktos to “wrzuca do worka” z jogą?

Co zatem robić?

Bądź przede wszystkim w prawdzie.

Chcesz brać udział w takich eventach? To bierz i baw się, ciesz tym czasem. Miej jednak świadomość, że nie praktykujesz jogi.

Joga nie potrzebuje neonów, rozpraszaczy ani uroczych zwierzątek na macie. Potrzebuje tylko Ciebie, Twojego oddechu i ciszy, w której możesz usłyszeć własne myśli.

Autorka tekstu: Dorota Priebe-Kubiak – CEO Stan Harmonii, organizatorka Jogi na trawie, nauczycielka jogi RYT 500 z wieloletnim doświadczeniem, terapeutka holistyczna matod pracy z podświadomością, miłośniczka zdrowego stylu życia, rozwoju i ruchu. Prywatnie żona i mama. https://www.facebook.com/moja.droga.do.harmonii