" Z nią będzie trudno, bo to zbój..."

„Pamiętam jak mówili na mnie

Z nim będzie trudno, bo to zbój

I zawsze gdzieś w ostatniej ławce

Odpływałem

 

Wróżyli mi, że skończę marnie

Patrz, jaki wtedy mieli dar

Choć nie dmuchali w moje żagle

Odpłynąłem”

Kortez „Hej wy”.

Kiedy podjęłam decyzję o pisaniu bloga, moją motywacją wcale nie była chęć rozpisywania się tylko o jodze. Myślę, że jest wiele osób bardziej kompetentnych w tej materii. Mało tego, im bardziej zagłębiam się w „teorię”, tym bardziej widzę, ile jeszcze mam przed sobą nauki i praktyki. Przygodę z blogowaniem traktuję bardziej, jako autoterapię. Ogrom myśli kotłuje się pod moją czaszką i nieznośnie szuka ujścia.

Lubię patrzeć wstecz. Nie żyję przeszłością, ale często analizuję pewne sytuacje. Próbuję dostrzec to, czego wcześniej nie dostrzegłam. Taka moja natura vaty.

Teraz już wiem, że wszystko jest po coś. Choć nie raz długo towarzyszyło mi uczucie wstydu czy gniewu, godzinami analizując, po co coś zrobiłam lub powiedziałam.

Mam za sobą wiele „etapów”. Etap czerwonych włosów, tak czerwonych, nie rudych. Ileż wtedy było we mnie ognia. Każdą uwagę traktowałam, jako atak na moją wolność. Kolczyk w pępku, smoky eye, ehhhhh ta gimbaza i wczesne liceum… Nauczyciele uważali mnie wtedy za patole. Mieli prawo, wszak gębę miałam niewyparzoną. Ponoć moje nazwisko często hulało po kątach pokoju nauczycielskiego. Skąd wiem? Pani od wf-u mnie lubiła. Ją też w liceum mieli za patole…. Teraz, trzynaście lat później, prowadzę jogę w klubie fitness tej pani i jesteśmy na „TY”. Karma?

Siedemnaście lat pierwsza praca. Wiadomo w gastro, aaaa i jeszcze sprzątanie w pubie „Pegaz”. Fajna lekcja życiowa. Kasa na imprezy była i dużo tych imprez…

Potem nastały rasta czasy. Mocno trafiła do mnie idea miłości, wolności, równości, powrotu do korzeni, a reggae to piękna muzyka wolności.  Choć nigdy nie lubiłam nazywać siebie rastamanką, bo urodziłam się w Polsce, gdzie absolut nazywa się Bogiem, a nie Jah. Bądź, co bądź nie ważne jak nazwiesz, ważne, co czujesz i to jest każdego prywatna sprawa. Bez reszty poświęciłam się tej muzyce, tej kulturze. Festiwale, koncerty, gra na djembe, dready i wiele innych rzeczy poszło z dymem… Ostróda drugi dom. Kiedyś powiedziałam mojemu mężowi ( jeszcze wtedy chłopakowi), że mogłabym wyprowadzić się do Etiopii i żyć bez prądu i wody w Szaszemene. Teraz śmieję się jak to piszę. Nadal mam słabość do tej pulsacji, ale jestem znacznie bardziej wybredna.;) Dready nosiłam do ślubu. Wolałam mieć fryzurę z długich dreadów, niż krótkich włosów. Dlaczego ścięłam? Bo baty prawie do pasa schły mi 2 dni…



Wreszcie na mojej ścieżce pojawiła się joga i zebrała w całość wszystkie etapy. Była pytaniem i stała się odpowiedzią.

Zakończę tu ten wywód, bo o jodze napisałam już dużo i napiszę jeszcze więcej. Dziś tylko autoterapia. Amen